Noc działa na mnie jak narkotyk. Bo nie mogę się powstrzymać, by nie iść spać, choć wiem, że potem będę tego żałować.
Ale te nocne posiadówy są fajne, szczególnie, gdy ma się pod ręką gg i kogoś, z kim możesz pogadać wtedy, gdy akurat nikt nie widzi i nie padnie mu internet. Zmuszają do przemyśleń.
Bo gdyby nie to, że właśnie leci mi w słuchawkach piosenka Feela [, ale cóż poradzić] dawno wskoczyłabym pod kołdrę i stamtąd nie wychodziła. A dlaczego.? Bo zachciało mi się nocnego tak zwanego `myślenia`.
Pojechałam do M1 ze znajomymi, mogę nawet powiedzieć, że przyjaciółmi, tworzymy część zgranej paczki. Jak wiadomo, w autobusie `dzieciom się nudzi. No i zaczęliśmy temat. Ciekawy, naprawdę.
Rozmawialiśmy o przyszłości. Jak daleko już do dorosłości. Zastanawialiśmy się, czy za kilka lat, niedużo, za 3, 4 lata, czy będziemy nadal takimi przyjaciółmi, jak teraz.? Czy rozejdziemy się w różne strony. Czy nam się to nie uda, bo nastąpi tak znany wszystkim z przesądów 'Koniec Świata'?
Moja przyjaciółka ma na to teorię dość banalną. Dzięki cyklowi `n o c n e r o z m o w y często wypływają dosyć mądre tematy. Teoria Karo: W roku 1996 miał być koniec świata. Jej rocznik. Ale go nie było. Potem rok 2000, nadal jesteśmy. I rok 2012, kiedy to rocznik '96 skończy edukację obowiązkową, idąc do liceum. Dziewczyna ma marzenia, których przez jakiś kalendarz majów nie spełni. Tak jak i cała reszta. Młodsze roczniki, jej rocznik. No i mój, i kilka wcześniejszych nawet. Nie zdążymy skończyć liceum, iść na studia, ani założyć rodziny, szczęśliwej, bo wiadomo, rodzicami można zostać teraz będąc nawet nastolatkiem, bo ktoś 'wpadnie'. Ale to nie jest prawdziwy dom. W sumie łatwo zrzucić wszystko na jeden biedny rocznik, który nikomu nie zawinił. A może.? Ale, jak to napisała Karolajna, moje myślenie jest `bardziej realistyczne.
Moja teoria rzeczywiście sięga roszkę głębiej. Rasizm. To zgubi człowieka. Bo kto powiedział, że koniec świata ma oznaczać Sąd Ostateczny...? Nikt. Ktoś tak wymyślił, bo Majom być może nie chciało się liczyć, być może stwierdzili, na podstawie ich własnego życia, że dalej to już nic nie będzie i że o tak robią zbyt dużo? Nie były to czasy szczęścia i dostatku. To było wieki temu. Tak jak teraz rok 3009 wydaje nam się odległy, tak dla nich rok 2012 graniczył z wiecznością. Ale moim zdaniem koniec świata nie musi oznaczać BUM i nie ma. Poszło w cholerę. Nie. Dla mnie koniec świata to odebrane marzenia i nadzieje. To III wojna światowa. Masakra na skalę światową. Ból, płacz, cierpienie. Piekło na ziemi. Wojska w XXI wieku. I wszystkie walczą. A co będzie przyczyną? Właśnie rasizm. Bo prezydentem USA został Obama. On też jest człowiekiem. Też ma marzenia. Też czuje. Też widzi. A to, że jest prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki nie znaczy, że nie popełnia błędów. Ale różni się od nas. Czym? Kolorem skóry. Już słyszałam około 20 kawałów na jego temat. Tylko dlatego, że jest 'czarny'. Robią z niego potwora.
Konflikt Rosja-USA był zawsze. Ktoś powiedział takie słowa: "Po trupach Polski do reszty świata". Chyba J. Stalin. Ale czy to ważne? Ważne są słowa, które wypowiedział. Dlaczego Polski? Bo niektóre kraje sądzą, że jesteśmy słabi, niecywilizowani i nie wiemy co znaczy słowo "internet". Tyle razy słyszałam takie opinie... Ale czy to znaczy, że należy nas się pozbyć? Można to też inaczej tłumaczyć: Polacy to klucz do reszty świata.
A tymczasem jest wiele przesądów, wymysłów ludzkich. Zawsze były. I jeszcze istniejemy.
A może koniec świata miał nastąpić w 1914 roku? Może w 1939? Może ten straszny koniec już nastąpił? Nikt tego nie pamięta. Dlaczego akurat Obama ma być tym potworem, który niszczy świat? To się dzieje w naszej głowie...
Ale moja teoria sprowadza się do III wojny światowej. To by się wszystko kleiło. Bo w 2012 roku niektóre kraje mogą nie wytrzymać. Tyle będzie zdań na temat końca świata, że chwycą za broń. Do masakry tylko jeden krok.
Albo też konflikt USA-Rosja przeniesie się na skalę światową. Może w tym pomogą wścibscy reporterzy, nieliczący się z własnymi słowami. Nieświadomymi, tego, co mogą uczynić niefortunnym doborem słów, dodając kilka pikantnych szczegółów. Już niektóre zamieszczone artykuły budziły kontrowersje. Tak może być i za kilka lat. Skoro II wojna światowa pochłonęła 60 mln ludzi, strach pomyśleć, co zostałoby z 6 mld w dzisiejszych czasach, gdzie ludzie dysponują taką siłą, o jakiej jeszcze 60 lat temu nikomu się nie ujawniło w najgorszym koszmarze...
A może koniec ma dotyczyć tylko potomków Majów? Meteoryt spadnie na ten teren? Może coś innego się stanie? Nie potrafię tego powiedzieć. Zostaje żyć i czekać.
Ale dla mnie prawdziwym końcem świata są odebrane marzenia i nadzieje to najgorsze, co się może stać.
Czasem, gdy o tym myślę, boję się własnych słów i myśli. To jest przerażające. Powinnam spać, gdy ja siedzę i piszę tą notkę, którą przeczyta góra 2 osoby.
Więc dziękuję Głyzłemu i Kajetanowi, z którymi naprawdę świetnie się lata po M1 i z którymi zaczął się ten temat o przyszłości i Karo, która siedziała ze mną i rozmawiała przez gg o 2 w nocy, snując domysły na temat końca świata. I dzięki której ta notka powstała. To przez nich, a raczej dzięki nim, o tym myślałam;*
To jest mój nowy blog. Stary cholera wzięła przy tej całej zmianie portalu i myspot.pl, ale nie żałuję. Przyda mi się nowy, poważniejszy blog. To jest najdłuższa notka w moim życiu, więc mam nadzieję, że się nie pogubisz. Dzięki, że dobrnąłeś do końca.
`ta, co w nocy nie śpi...
Nastrój:
tagi:
. Chcesz więcej? Zajrzyj na